Szedł mężczyzna
z parasolem w dłoni,
niósł go bardzo wysoko nad głową.
Zdziwiło mnie to w nim,
ponieważ padał deszcz.
I wyglądał dziwnie,
bo nie otworzył parasola.
bo nie otworzył parasola.
Gdy podeszłam do niego,
z pytaniem w oczach,
nim zdążyłam zapytać
otworzyć usta...
Pierwszy odpowiedział mi
"to z nadziei ,ze przezwyciężę
wszystkie swoje słabości..."
Zabrakło mi słów
uśmiechnęłam się tylko
powiedziałam:"powodzenia"
I otarłam deszcz z twarzy,
który już zdążył wymieszać się
z moimi łzami.
Pomyślałam:
"Biedny człowiek, myśli,że pokona
swoje obawy..."
I zniknął , tak jakby go wcale nie było...
Dorota Z.-Stempin

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz